Czy konkurs na dyrektora SOK był ustawiony?

6 września 2014 in Samorząd

Po pierwsze to za mocne słowo. Po drugie jednak atmosfera wokół jest mocno mglista i niestety dwuznaczna. Głównie ze względu na to, że jedna z osób przystępujących do konkursu została bezprawnie wykluczona. Rzecz poszła o uprawnienia pilota wycieczek, które to uprawnienia miała tylko jedna osoba. Merytorycznie przydatność posiadania takich uprawnień do zarządzania kulturą w gminie jest delikatnie mówiąc mocno dyskusyjna, ale nie na tym koniec. Dodatkowo żądanie spełnienia tego warunku jest bezprawne, bowiem od 1. stycznia 2014 roku posiadanie uprawnień do wykonywania czynności pilota wycieczek nie jest konieczne. W związku z tym nie odbywają się też stosowne szkolenia i nie wydaje się certyfikatów. Logiczne jest zatem, że nie można stawiać warunków, których spełnienie jest niemożliwe. W związku z powyższym po odwołaniu i uzasadnionym żądaniu przywrócenia do konkursu, argumenty zostały uwzględnione i w konkursie wystartują ostatecznie jednak 2 osoby.
Tyle suchych faktów, na podstawie których każdy może sobie sam odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule.
Teraz trochę moich symulacji:
1. Jeśli mielibyśmy do czynienia z odgórnie sterowaną próbą ograniczenia konkurencji dla „jedynie słusznej opcji”, to byłoby to idiotyczne posunięcie, bowiem konkurs nie polega na przedstawieniu tony dokumentów świadczących o ukończeniu niezliczonych kursów mniej lub bardziej przydatnych na tym stanowisku, lecz na przekonaniu wysokiej komisji do własnej, możliwej do zrealizowania wizji rozwoju kultury w Gminie. Komisja ma prawo do subiektywnej oceny wiarygodności kandydata. Może się też okazać, że wizja zarządzania kulturą przedstawiona przez kandydata nie jest zbieżna z wizją komisji. Pomijam już fakt, że aktywność i zasługi „jedynie słusznej opcji” są niepodważalne. Są więc możliwości załatwienia sprawy w białych rękawiczkach, natomiast to co się wydarzyło, to byłaby próba zniszczenia konkurencji przy pomocy tasaka, tłuczka i łopaty.
2. Konkurs nie był ustawiony, a to co się stało, było dziełem przypadku, pomyłki, pośpiechu (ha,ha), niedopatrzenia (czytaj: niechlujstwa). To jest taki sam skandal jak w pierwszym przypadku. Instytucja działająca na zasadach obowiązującego prawa, co zawsze podkreśla burmistrz, nagle o prawie zapomina. A gdzie był wtedy radca prawny, bez którego nic w gminie nie może się odbyć? Był na urlopie? Zapomniano to z nim skonsultować? Zresztą jeśli mnie – kompletnemu laikowi rozpoznanie sprawy zajęło 4 minuty, to gdzie są kompetencje osób, od których zależą konkursy w gminie? Wiaderka, łopatki, grabki i do piaskownicy z nimi, a nie do Urzędu Gminy.

Co by nie pisać smrodek pozostaje.